czwartek, 12 czerwca 2014

Od Petera

-Spokojnie wierciuchu!
Wezuwiusz chodził po całym boksie machając ogonem i podnosząc wysoko głowę dając mi do zrozumienia,jak bardzo nie chce być osiodłany.Podszedłem powoli do zdenerwowanego ogiera i schowałem za sobą skórzane ogłowie.Koń,nie widząc już zagrożenia opuścił łeb i parsknął,jakby obwiniał mnie o to,że musi być koniem do jazdy.Uśmiechnąłem się mimowolnie i poklepałem Wezza po boku.Chwilę tak stałem,patrząc,jak stworzenie się rozluźnia.Po kilku minutach cicho i powoi,nie wpatrując się w konia zarzuciłem mu wodze na szyję.
-Widzisz?-szepnąłem zadowolony znów głaszcząc ogiera.
Cóż,mimo wszystko był to koń,z którym TRZEBA pracować.Nie chce mieć zakładanego rzędu,obraża się,gdy podnoszę mu kopyta.Dopiero w czasie terenów ożywa i staje się dzikim mustangiem.
Ilekolwiek by miał wad,i tak polubiłem go.
Prawdziwym skoczkiem stał się dopiero,gdy zacząłem wychodzić poza tereny farmy,na której dorastałem.Tam potrafi przeskakiwać i strumyki,jak obalone drzewa.Przy innych,na określonym torze bywało gorzej.Ale i tak to lubi.
Po niedługim czasie Wezuwiusz stoi naburmuszony w końcu boksu,oczywiście tyłem.Próbuje manewrować mymi uczuciami,chce,bym czuł się winny.Winny czego?Tego,że zamiast losu konia idącego na rzeź dostał to?Dostatnie życie?
Może według niego nie było takie wspaniałe,bo musiał chodzić po siodłem.
Po określonym torze.
-Chodź uparciuchu.-złapałem wodze i powoli wyszedłem z boksu zostawiając stajnie za sobą.Zauważyłem przy maneżu dwie dziewczyny rozmawiające ze sobą.Zapiąłem toczek i wsiadłem na obrażonego konia.
-Cześć.-próbuję zwrócić ich uwagę.-Któraś ma ochotę na teren?
<Paula?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz