Poszłam do karetki w której leżał Artur.
- I co z nim?- Zapytałam.
- Na razie dobrze ale musi jechać do szpitala.- Powiedział lekarz.
- Dziękuję.- Powiedziałam i poszłam w kierunku Stara. Isabela głaskała go i mówiła coś na wzór: Dobry konik. W końcu podprowadziła go do padoku i wpuściła na niego. On od razu pobiegł do klaczy. Tornado wyrwał się i zabiegł mu drogę. Znów zaczęli się bić. Teraz już nie wytrzymałam. Chodziłam z batem tylko do parady ale teraz pierwszy raz w życiu go użyłam. Odpędziłam Stara od Tornada i przywiązałam do ogrodzenia i spętałam mu nogi. Wróciłam do Tornada. Podprowadziłam go do pani Sylwii i poszłam do Sandry.
- Co powiedzieli ojcowie?- Zapytałam.
Sandra?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz