-No cóż...przykro mi.-powiedziałem po chwili.Poklepałem Wezza po łopatce i podciągnąłem popręg oczywiście podnosząc łeb konia.
-Dużo macie koni.-zagaiłem po chwili.Na pastwiskach sięgających kilka hektarów pasła się masa źrebaków z matkami,jak i innych koni.Dziewczyny przytaknęły.-Swoją drogą,chyba nie poznałem waszych imion.
-Paulina.-przedstawiła się brunetka na karym folblucie.
-Sandra.-powiedziała ta na siwku.
-Miło mi was poznać.-ukłoniłem się nisko,co nie spodobało się ogierowi,który zaczął przebierać nogami.-Jestem Piotrek.Możecie mówić mi także Peter.
Dziewczyny uśmiechnęły się i zabrały do podciągania popręgów.Zaraz mieliśmy ruszać.
-Czy macie w terenach jakieś długie i szerokie polany,wprost idealne do dzikiego galopowania?-spytałem po chwili z uśmiechem.Paulina przytaknęła.
-Zaprowadzimy cię.-powiedziała Sandra i klepnęła konia łydkami.Ruszyłem ostatni,ciekaw,jak duże są ich pola.
<Paulina?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz